Archiwum 17 lutego 2004


lut 17 2004 ...PORÓWNANIE...
Komentarze: 4

Postanowiłam napisać notkę... Ale sama nie wiem co mam naskrobać... Nic mi się nie chce...

Już nawet nie potrafię powiedzieć czy dla relaksu, czy może dla załapania doła włączyłam sobie If You Think It’s Over, To Be With You, Love To Love You, Love Is Love, no i takie np. Ti Amo albo Chanson D’Amour.

A tak na poważnie to już przeczytałam [w rekordowym zresztą tempie] Szalone życie Rudolfa... I chyba muszę powiedzieć, że nastawiło mnie to optymistyczniej do życia... Teraz wiem, że są ludzie, którzy mają gorzej ode mnie... Tzn. to wiedziałam już wcześniej... Ale teraz wiem, że można mieć w życiu tragicznie... Chora psychicznie matka [psychoterapeutka zresztą], rąbnięty ojciec [późniejszy dyrektor szkoły tytułowego bohatera], spragniona seksu, bogatego amanta i życiowej przygody babcia [opowieści o jej życiu to istna kopalnia wiedzy jaką mogłaby wykorzystać taka np. Wisłocka w swojej Sztuce kochania], bratanek-Gonzo [to imię mówi samo za siebie], który nadawałby się do filmu Omen, no i przyjaciółka [w teorii] Elka, aha do tego jeszcze szatański pies... Już samo to może być wystarczające do tego aby popełnić rytualne harakiri albo skorzystać z usług płatnego mordercy [samobójstwo jest zbyt proste]... Nasz bohater szuka pomocy w sex shopie, sekcie Moona, gabinecie ortodontycznym i czytaniu poradników matki... Ale liczyć może tylko na siebie...

Pocieszające jest to, że jemu się udaje [tak mi się wydaje-z kontekstu]... Więc każdemu innemu też się uda...

Ale u mnie nie jest aż tak ciekawie... Moja mama nie jest psychologiem... Tata nie ma aspiracji zostania dyrektorem [nigdy nie miał zapędów przywódczych, a tym bardziej absolutystycznych], nie mam bratanka... A mój brat jest porządny aż do bólu... Przyjaciół mam zarówno w teorii jak i praktyce [z tego akurat bardzo się cieszę]... No i mój pies nie jest szatański-on chyba z szatańskich rzeczy to ma jedynie apetyt [a najlepiej się czuje gdy spokojnie sobie śpi]... Tak więc wszystko przemawia za tym, że moja rodzina jest normalna [hahaha]... Ale normalni to na 100% nie są moi sąsiedzi... Jednemu np. to przeszkadza cień rzucany przez mój dom [muszę uważać, kiedyś mogę wrócić do domu, a on będzie zburzony]... No i to, że trawa jest posiana do samego płotu [ale nie mam zamiaru wyrywać skrawka darni szerokości centymetra aby mu ulżyć-a niech się chłop wkurza]... Kiedyś w przypływie szaleńczo dobrego humoru [tak mi się zdawało] zagadnął mnie jak grałam sobie w piłkę i chciał poczęstować [albo raczej otruć] jabłkami [idiota-nie wie, że ja nie jem jabłek?]... Jedna z sąsiadek co roku maluje kamienie na niebiesko [żeby to chociaż jakiś ładny odcień był]... A w okresie świąt Bożego Narodzenia wiesza światełka na jarzębinie... Palące się mają kształt krzyża [to się nazywa religijność i artyzm zarazem]... Inny z sąsiadów ma konia... i sobie nim często jeździ [to jest podobno miasto!]... No a do jednej z córek sąsiadów przyjeżdża chłopak [tzn. właściwie facet-starszy o jakieś na oko 20 lat] i wytrąbuje klaksonem serenadę zamiast kulturalnie zadzwonić do drzwi... Oczywiście ci wszyscy sąsiedzi i sąsiadki [przedwojenne roczniki] całymi dniami wiszą na parapetach okiennych i z zacięciem obserwują... Normalnie jak KGB... Fajny jest taki rytuał układania się przed oknem... To wygląda mniej więcej tak: najpierw odsłaniają firanę, potem myją okno, wycierają do sucha, myją parapet, wycierają do sucha, kładą na parapecie poduszkę [albo całą pościel], biorą kubek [zamiennie filiżankę lub szklankę] i tak zwalają swoje ciała trzymając ręce za oknem [i tak codziennie]... To jest naprawdę komiczne jak tak wychodzisz z domu i widzisz na około we wszystkich oknach ten sam widok [jak klony], a potem jak wracasz jest identycznie [czy oni w ogóle kiedykolwiek jedzą]... Ale jedno jest fajne u moich sąsiadów, nie są oni przeciętni... Dzięki jednej sąsiadce mam bar za oknem, a wieczorami prawdziwe pokazy karaoke, boksu, interwencji różnych służb idt... Normalnie darmowa rozrywka... Nawet telewizora i radia nie trzeba włączać... Wystarczy otworzyć okno... Tak więc mam może bardziej normalnie w życiu niż Rudolf, ale na pewno nie mniej ciekawie...

Sorki za dlugość...

ramzesik : :